06.01.2016

Wszystko można, byle z ostrożna

Już któryś raz z kolei zdarzyło mi się, że w połowie pisania posta stało się coś co skłoniło mnie do refleksji i zweryfikowania nie tylko tego co napisałam ale także mojego rodzicowania. Tym razem chciałam napisać o swobodzie jaką dajemy Potomkowi i jak trudno jest pogodzić dawanie dziecku możliwości realizowania swoich instynktownych potrzeb (takich jak eksploracja czy wspinaczka) z jednoczesnym czuwaniem nad jego bezpieczeństwem. 


Daniel na stole


Tekst, który zaczęłam pisać oparty był o nasze doświadczenia i o to co na ten temat przeczytaliśmy. I kiedy dobrnęłam mniej więcej do połowy tego co chciałam przekazać, pewnego dnia Daniel spadł z kuchennego stołu. Nie potknął się, nie był nieostożny, nie wariował ale poprostu rzucił mi się w ramiona i oczekiwał, że go złapię. Piszę o tym pewnie tylko dla tego, że oprócz ogromnego strachu jakiego się najadliśmy i guza na czole nic złego się nie stało. Albo mieliśmy dużo szczęścia, albo trochę w tym prawdy, że dzieci są z gumy i mają twarde jak kamień głowy. Pewnie jedno i drugie. 

Niejeden spyta: A co on w ogóle robił na stole? A jadł śniadanie. Od kilku miesięcy nasz buntownik odmawia siedzenia w swoim krzesełku i wdrapuje się na stół, żeby siedzieć jak najbliżej przysłowiowej michy. Wszyscy znajomi i rodzina łapią się za głowę, że pozwalamy na takie akrobacje, że to niebezpieczne i że się nigdy tego nie oduczy i tak już mu zostanie do końca życia.



Blisko michy

Pozwalanie i niepozwalanie to trochę obce nam koncepty. U nas w domu obserwujemy naszego malucha i czuwamy nad jego bezpieczeństwem starając się zapewnić mu jak największą swobodę do eksploracji i zaspokojenia jego impulsów takich jak między innymi wspinaczka. Nasze rodzicowanie oparte jest na zaufaniu w możliwości i kompetencje dziecka. Buduje to jego motywacje do dalszych działań i podnosi samoocenę. Wierzymy, że dziecko próbuje wykonywać tylko te czynności na jakie jest gotowe fizycznie i psychicznie. Jeśli więc zaczyna się wspinać z upartością osła po meblach to znaczy, że jest na to gotowe i że trening tej umiejętności jest mu potrzebny w danej chwili w jego rozwoju i że potrzebuje naszego wsparcia by ją doskonalić. 

Daniel z natury jest bardzo ostrożny. Jeśli nie czuje się pewnie to wycofywuje się i ponawia próbę później. Szybko zauważyliśmy, że świetnie sobie radzi z równowagą, wchodzeniem  i schodzeniem z łóżka, krzeseł, mniejszych stolików i stołu. Kiedy zobaczyliśmy jak zawzięcie próbuje pokonać schody pokazaliśmy mu jak bezpiecznie wchodzić i schodzić (tyłem) ze schodów. Jedyne co sprawia mu trudność to schodzenie z parapetu i kiedy na nim utknie głośno domaga się naszej pomocy. 



Przy parapecie

Kiedy byliśmy przekonani, że nasz akrobata opanował wspinaczkę na stół kuchenny prawie całkowicie przestaliśmy go asekurować a nasza czujność chyba poszła na drzemkę. I wtedy zdarzył się ten felerny upadek i dotarło do nas, że pomimo zwinności jaką wyćwiczył, Daniel jest ciągle maluchem, który nie potrafi przewidzieć niebezpieczeństwa i, jak w tym przypadku, czasami zabardzo polega na  zaufaniu do nas (szczególnie gdy nie jesteśmy wstanie zareagować tak jak on to sobie wykombinował). 


Z guzem na głowie ale ciągle na stole
Czy po tym wypadku zabraniamy mu wdrapywać się tam gdzie do tej pory właził? Oczywiście najprościej i najbezpieczniej byłoby uciąć wszelkie wysokościowe zapędy smyka. Zdecydowaliśmy jednak, że nie można popadac w paranoję. Największą sztuką w rodzicielstwie jest umieć ocenić kiedy stać blisko a kiedy czuwać z dystansu. Dlatego nasz akrobata nadal wdrapuje się i siedzi na stole ale zwiększyliśmy naszą czujnośc i od tej pory zawsze, jedno z nas asekuruje go stojąc tuż obok. Zamiast zabraniać potencjalnie niebezpiecznych zabaw staramy się wskazać bezpieczne rozwiązania albo poprostu odwracamy uwagę malucha.


Daniel przy blacie kuchennym

Nie zamierzam, tak jak początkowo planowałam, przekonywać tym tekstem nikogo do wspierania dziecięcej chęci zdobywania wyżyn. Namawiam za to do przemyśleń na temat granic jakie wyznaczamy naszym maluchom. Czy naprawde zawsze warto mówić "nie" tylko po to by dmuchać na zimne albo dlatego, że tak jest prościej? 


Daniel na stoliczku

Polecam szczególnie świetny tekst o rodzajach naturalnych impulsów w zachowaniu dzieci, o równowadze między zachowaniem bezpieczeństwa w zabawie a wspieraniu tych impulsów, oraz o wpływie swobody na budowanie własnej wartości i pewności siebie (po angielsku): Schemas in children's play.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz